Wycieczka nr 5 Święto Pasterskie na Orawie

1 VII 2007

Przewodnik kol. Teresa Dumańska

Kierownik kol. Urszula Kocik

Jak w piosence: „Godzina siódma, minut…” zero, zero Hulajduszki z sympatykami wyjeżdżają w sprawdzić humor Pani Beskidów – Babiej Góry. Bo, zaiste, humory to ona miewa, że ho, ho. Jak prawdziwa, czerstwa, baba. Tym razem wabi nas swym pięknym  widokiem od północy okraszonym padającymi od wschodu promieniami słońca. (Chyba za dużo tych kierunków!). Skoro wyjeżdżamy na Przełęcz Lipnicką i dalejże …hulajduszowe ogary poszły w las. Podchodzimy pod Sokolicę, jedni sprintem, inni ….swoim własnym krokiem. Na Sokolicy bierzemy głębszy oddech (warto, dla pięknych stąd widoków na Beskid Śląski, Mały, Makowski, i jaki jeszcze kto wypatrzy). Im wyżej, tym Baba próbuje nas silniej odstraszyć od wizyty na jej szczycie wiejąc zimnym wiatrem. Ale nie dajemy za wygraną, wkładamy na siebie różne cuda tekstylnej technologii i niech sobie wieje. A na szczycie widoki dookoła, więc pyski nam się śmieją. Tym bardziej, żeśmy też akumulatory podładowali (patrz: żołądki!). Ale niestety, czeka nas ostre zejście do Przywarówki, więc bierzemy się w garść i w dół. Już w połowie zejścia dobiegają nas dźwięki basetli i pohukiwania tancerzy. Im żywsza muzyka tym szybciej schodzimy. (Rada dla przewodników: zabierać z sobą na dłuższe trasy nagrania góralskiej muzyki!). Wychodzimy z lasu w Przywarówce a tu witają nas tłumy ludzisków przybyłych na 33 Święto Pasterskie w Lipnicy Wielkiej na Orawie. Dużo miejscowych ale i ceprów moc. Na scenie amfiteatru zmieniają się zespoły ludowe polskie, słowackie, węgierskie. (Wspaniałe jest to, że wśród wykonawców przeważa młodzież i prezentuje naprawdę wysoką klasę taneczną i wokalną.) W tzw. międzyczasie konferansjer (gratulujemy swady!!!) przeprowadził aukcję sprzedaży różnych przedmiotów na zbożny cel. Dla tych, którzy siedzieli dalej od sceny zrelacjonował obrzęd sprzedaży konia, opowiedział przebieg konkursu koszenia łąki, dojenia kozy, rżnięcia drzewa. Było dużo śmiechu! Było też coś dla ciała – wokół placu imprezowego gospodynie (i gospodarze też – np. karmili ogórkami… kiszonymi) oferowały specjały orawskiej kuchni. Impreza świetna – mieliśmy szczęście, że pogoda była wspaniała. Zabawiliśmy tam do późnego popołudnia. I ciekawostka: spotkaliśmy tam naszych znajomych z gorlickiego oddziału PTTK. Pozdrawiamy Was i do następnych spotkań!

Szefowe tego wyjazdu mają nadzieję, że późny powrót do Tarnowa nie zniechęci Państwa do uczestnictwa w naszych następnych wycieczkach. Do zobaczenia!

 

Powrót