|
Wycieczka nr 1 Pogórze Strzyżowsko - Dynowskie |
18 III 2007 |
|
Przewodnik kol. Urszula Kocik Kierownik kol. Barbara Jagiencarz |
|
|
Wycieczka na Pogórze Strzyżowsko - Dynowskie rozpoczęła trzeci sezon działalności koła „Hulaj Dusza”. Rankiem, 18 marca 2007 r z parkingu przy hotelu Tarnovia autokar ruszył w kierunku Jasła. Pierwszym etapem wycieczki był bunkier kolejowy w Stępinie, gdzie w 1943 r. doszło do spotkania Hitlera i Mussoliniego. Po jego zwiedzeniu wyruszyliśmy na trasę pieszą do Rzepnika, przez piękny, obfitujący w różnorodnego kształtu skałki, rezerwat Herby. Stąd już autobusem dojechaliśmy do ruin zamku w Odrzykoniu. W tym miejscu toczył się słynny spór pomiędzy rodzinami Firlejów i Skotnickich, o mur graniczny. Wydarzenia te posłużyły hrabiemu Aleksandrowi Fredrze za kanwę „Zemsty”. W Odrzykoniu mogliśmy podziwiać z daleka najciekawsze fragmenty rezerwatu przyrody nieożywionej Prządki. Ten rezerwat tworzy grupa skał - ostańców zbudowanych z piaskowca. Dzięki działalności wody i powietrza przybrały one fantastyczne kształty, w tradycji noszące nazwy: Prządka - Matka, Prządka - Baba, Herszt Madej. Opis "Prządek" znajdujemy w książce Macieja Bogusza Stęczyńskiego "Okolice Galicyi "(Lwów 1847): "... jesteśmy już wreszcie u stóp tych skał. Czarne, popękane, nagiemi barkami sterczące, dziwacznie pokrajane, z czołem łysem a pochylonem sterczą one i nieruchomo zdają się jakby jakieś skamieniałe pomniki nie dzisiejszego świata przypatrywać się rozciągniętej pod niemi dolinie i wszystkiemu, co się tam kiedyś działo i dzieje. Jakby duchy w skałę zaklęte, są one pełne tajemniczego znaczenia dla ludu wiejskiego, który z dołu patrzy w nie z uwagą niespokojną”. Różne legendy i opowiadania ludowe związane są z tym miejscem. Jedna z nich wyjaśniająca nazwę rezerwatu opowiada o trzech dziewczętach z pobliskiej Korczyny, które zakochały się w jednym młodzieńcu. Długo spierały się o swe prawa pierwszeństwa, wreszcie postanowiły, że ta zostanie jego oblubienicą, która najrychlej i najpiękniej uprzędzie nici na odzież ślubną i jednocześnie wzięły się do pracy. Nadszedł dzień świąteczny, prządki jednak nie chciały jej przerwać, i by nie gorszyć mieszkańców swej wsi, ukryły się wraz z kądzielami na górze i tam pod osłoną lasu, dalej prowadziły swój wyścig. Żadna jednak z nich nie osiągnęła celu, z chwilą, bowiem, kiedy rozległ się dzwon kościelny, wzywający wszystkich na nabożeństwo, trzy zawodniczki zostały zamienione w głazy i po dziś dzień sterczą na szczycie góry jako przestroga dla tych, co nie szanują świętych dni. Z „Prządek” udaliśmy się do kościoła w Haczowie, o którym poeta Miron Białoszewski pisał tak :
A w bok, na wysokościach siwe drzazgi poukładali Panu Bogu Haczowskiemu. - Widzę na wysokościach, Barbaro przydrożna, siwy kościół. - O to to! Jakem przydrożna, nie znajdziesz w nim gwoździa; Są za to po pierwsze - pajęczyny, po drugie - kurzu a kurzu, po trzecie - dwa anioły, co kopciły świecami, po czwarte - belki wedle andrzejowego krzyża powiązane, po piąte - same kołki od sobót po izbicę, po szóste - pusto, po siódme - malowidła, na suficie na ścianach, nad drzwiami czarni Żydzi (Pan Jezus ze świątyni wygania) i wszystko z drewna, jakem drewniana, [...]
W tej świątyni wpisanej na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO mieliśmy możliwość obcowania z prawdziwą historią, zamkniętą w drewnie. W drodze powrotnej do Tarnowa zatrzymaliśmy się w zajeździe „Pod Goleszem”, gdzie tradycyjnie spędziliśmy czas przy grillowaniu kiełbasek i wspólnym śpiewie. |
|
|
|
|