Wycieczka nr 1 Szlakiem słowackich zamków i grodzisk: Zborov, Plavec

21 IX 2008

Przewodnik kol. Barbara Jagiencarz

 

Niedziela 21 września. W ten dżdżysty, zimny dzień hulajduszowa gromada wybrała się na podbój ….Górnych Węgier !?!? Co to za nowe państwo pojawiło się za granicami Polski? Nie takie ono nowe – wręcz stare!!!. Toż to nasz południowy sąsiad – Słowacja, której tereny Historia do niedawna (do 1919 r.) nazywała Górnymi Węgrami. Przez wieki Królestwo Polskie sąsiadowało z Węgrami – stąd porzekadło Polak, Węgier – dwa bratanki…

Poszukiwanie tej Historii zaczęliśmy od zamku Makovica w Zborovie w pobliżu Bardejova. Kto go jeszcze nie zwiedzał, niech żałuje! Potężne ruiny na szczycie jednego ze wzniesień Lubovlanskiej Vrchoviny widoczne są już z oddali. Po wdrapaniu się do nich łagodną ścieżką z bliska można ocenić ogrom założenia obronnego – trzy obwody murów wzmocnionych basztami dawały odpór z północy (Polakom!!!) najeźdźcom z trochę odleglejszych ziem tatarskich. Zamek ten należał do węgierskich właścicieli i stanowił ogniwo w systemie obronnym północnej granicy Królestwa Węgierskiego. Do systemu tego należał cały szereg sławnych dziś ruinami zamków: w Plavcu, Starej Lubovni, Niedzicy… Nota bene z północnej strony Karpat władcy polscy polecili wybudować podobne założenie obronne (tzw. brona) w postaci zamków w Lesku, Muszynie, Rytrze, Czorsztynie… Przez moment trwający kilka lat zamek w Zborovie należał do postaci związanej z Tarnowem, mianowicie do księcia Janusza Ostrogskiego, który ożenił się z córką ówczesnych właścicieli zamku, SzeredychZuzanną. Obecnie ogólnodostępne ruiny stanowią na Słowacji rezerwat historyczny.

Drugi z granicznych zamków, jaki zaplanowaliśmy zobaczyć to Plavec. Niestety, także w ruinie. Była to trochę mniejsza warownia i mimo, że stosunkowo długo była zamieszkana i rozbudowywana – do dziś zachowało się już niewiele murów. Ale powiadają, że duch tego zamczyska jeszcze żyje i od czasu do czasu daje o sobie znać!

Rozstawszy się z Historią Słowacji, pozostały czas wycieczki wypełniliśmy marszem wzdłuż kręto płynącego Popradu. Rozpoczęliśmy go w miejscowości Lipnik Mały, leżący nad Popradem na wysokości naszego Żegiestowa, i wąską doliną, mieszczącą jednak dwie drogi biegnące oboma brzegami rzeki, i linię kolejową Nowy Sącz – Muszyna dreptaliśmy spragnieni słońca (ale bez deszczu!) do Sulina, słynącego kiedyś ujęciem wody mineralnej. Wodę tę czerpano od połowy XIX wieku. W najlepszym okresie eksploatacji źródeł ponad 20 tys. butelek rocznie znajdowało amatorów Szuliner Sauer Wasser w całej Europie. Dzisiaj jest źródłem ogólnie dostępnym ale nie eksploatowanym na przemysłową skalę.

Marsz zakończyliśmy w Mniszku nad Popradem, skąd autokarem ruszyliśmy w stronę naszego miejsca zamieszkania, zatrzymując się tylko na chwilę koło Starego Sącza na podgrzanie kiełbasek, bo na tyle tylko, niestety, wystarczyło nam czasu. Wszelkie atrakcje w postaci zabaw, gier i konkursów zostały przeniesione za następną wycieczkę. I tak do Tarnowa wróciliśmy ciemną nocą.

W założeniu miała to być wycieczka pełna słońca, obłędnych jesiennych kolorów i zapachów. Tym razem tego zabrakło, ale nie zabrakło nam pogody ducha, sił do marszu, chłonnych i głodnych faktów historycznych umysłów i Uśmiechów. TAK TRZYMAĆ!!!

 

Ula Kocik

Powrót